środa, 8 maja 2013

PROLOG: „Kiedyś będę na tyle silna, że twój cios mnie nie dosięgnie, a ty zawsze będziesz jedynie podły.”



„I’ll bet you got pushed around,
Somebody made you cold,
But the cycle ends eight now
‘cause you can’t lead me down that road.
And you don’t know
What you don’t know.

Someday, I’ll be living in a big old city,
And all you’re ever gonna be is mean.
Someday, I’ll be big enough so you can’t hit me,
And all you’re ever gonna be is mean.
Why you gotta be co mean?” *


~*~


Podmuch wiatru potrafi doszczętnie zniszczyć fryzurę, o czym przekonała się młoda, dwudziestosześcioletnia kobieta z rodu Weasleyów. Jej ruda czupryna, choć pozornie tak łatwa do okiełznania, w rzeczywistości, dla samej właścicielki, stawiała nie lada wyzwanie. Jej włosy nie były falowane ani się nie kręciły w najmniejszym stopniu, ale bardzo trudno było je ułożyć, a po osiągnięciu tego wielkiego sukcesu i tak wystarczył tylko delikatny wiaterek, żeby to zaprzepaścić. A ten dzień był dla niej ważny i musiała być pod każdym względem i w każdym calu perfekcyjna. To była jej ostatnia deska ratunku, ostatnia szansa. Musiała dostać tę pracę, choćby miała swojego przyszłego szefa błagać na kolanach. Potrzebowała jej od zaraz, była w bardzo ciężkiej sytuacji, a pieniędzy nie miała już praktycznie wcale. Brak jakiejkolwiek szkoły, prócz Hogwartu, tylko utrudniał sytuację, a do prac niewymagających wyższego wykształcenia po prostu jej nie przyjęli.
Pieniądze były jej, niestety, pilnie potrzebne. Była w bardzo nieprzyjemnej, wręcz koszmarnej, sytuacji. Narobiła sobie niewyobrażalnie wielkich długów, a i tak nie miała już prawie z czego żyć, nie wspominając nawet o spłacie tych kredytów. Bądź co bądź, była to gardłowa sytuacja, szczególnie, że znajdowała się obecnie w Nowym Jorku i nie miała nawet możliwości powrotu do Anglii, bo zostałoby to odebrane jako ucieczka. Nie chciała angażować w to swoich rodziców, bo wiedziała, że ich sytuacja też jest bardzo trudna, ponieważ pan Weasley, ze względu na swoje pogarszające się zdrowie, musiał zrezygnować z pracy. Żyli z oszczędności, których mieli niewiele, zwłaszcza po wychowaniu siódemki dzieci. Tak więc Ginny musiała sama zarówno utrzymać się jak i spłacić długi. Naprawdę zaczynało robić się nieciekawie, ale wszystkie jej wnioski o pracę zostały brutalnie i bezkompromisowo odrzucone. Teraz poszukiwała pracy sekretarki, ale i to było drogą przez mękę. W końcu znalazła jakieś ogłoszenie w gazecie, że pilnie poszukują sekretarki inteligentnej i błyskotliwej, choć może być i bez wykształcenia.
Denerwowała się, bo wiedziała, że to jej ostatnia szansa. Bała się tego, co będzie, jeśli ją odrzucą. A to, że spotykała się z tym codziennie, sprawiało, że jej strach był w pełni uzasadniony. Postanowiła, że będzie pewna siebie, ale i na tyle pokorna, by nie zostać uznaną za arogancką. Zawsze starała się być sympatyczna i swobodna, ale najwidoczniej to się nie sprawdzało. Mimo wszystko brnęła w swoją taktykę, być może dlatego, że nie miała żadnej innej. Starała się jak mogła, by wywołać jak najbardziej pozytywne wrażenie i żeby pokazać, jak bardzo nadaje się do tej pracy. Była systematyczna, odpowiedzialna i rozsądna, chociaż czasami zdarzały jej się momenty zamyślenia, przez co się rozkojarzyła i to było jej największą wadą.
Weszła do imponującej wielkości budynku i wjechała windą na górę. Pachniało tam aromatyczną kawą i męskimi perfumami. Wyszła z windy i podeszła do sekretarki, do której należało się zgłosić.
- Dzień dobry. – Ginny uśmiechnęła się, patrząc na kobietę. Wyglądała na zadbaną, skromną i miłą osobę o spełnionych ambicjach. Wcale nie spojrzała na Ginewrę z brakiem zainteresowania i niechęcią, ale bardzo otwarcie i bez cienia wymuszonego uśmiechu.
- Dzień dobry.
- Miałam się tu zgłosić, chciałabym ubiegać się o stanowisko sekretarki prezesa od spraw reklamy i kultury w firmie.
- Och tak, faktycznie! – Kobieta przypomniała sobie o umówionej wizycie. – Pan Malfoy wie o spotkaniu, czeka u siebie, by panią przyjąć – powiedziała i spojrzała na Ginny z sympatią.
Pan Malfoy?! Ginny przestraszyła się, ale na głos powiedziała tylko „dziękuję” i poszła w kierunku gabinetu. No to świetnie, po prostu świetnie. Jej ostatnia nadzieja właśnie upadła. Malfoy. Gorzej być nie mogło, naprawdę, chyba już wolałaby usłyszeć nazwisko Potter. Podeszła do drzwi jak w amoku, była przerażona nie na żarty. Ale nie przerażona spotkaniem szkolnego „kolegi”, ale raczej tym, jak to spotkanie się skończy. On na pewno jej nie przyjmie, a ona wtedy wyląduje na ulicy.
Mimo wszystko wzięła głęboki wdech i postanowiła zachować pewność siebie. Zapukała do drzwi i weszła do środka, słysząc ciche „proszę”. Nogi się pod nią uginały. Draco Malfoy, siedzący za dużym biurkiem, nawet na nią nie spojrzał, tylko dalej wypełniał jakieś dokumenty.
- Dzień dobry – powiedziała grzecznie, mając nadzieję, że chociaż na początku jej nie pozna.
- Dzień dobry – odparł chłodno, nawet na nią nie patrząc. – Ty pewnie jesteś chętna na stanowisko mojej sekretarki, prawda?
- Owszem – powiedziała, starając się, żeby jej głos nie drżał. Myślała, że zaproponuje jej żeby usiadła, ale nie nastąpiło nic podobnego. Uniósł na nią wzrok i otaksował spojrzeniem od góry do dołu. W końcu jednak spojrzał na jej twarz i zastanowił się chwilę.
- Przedstaw się – rzucił, patrząc na nią badawczo, a ona już wiedziała, że coś podejrzewa.
- Ginewra Weasley – powiedziała cicho, choć pewnie.
Jego wyraz twarzy momentalnie się zmienił. Z obojętności i chłodu przeszedł w kpinę i złośliwość.
- Weasley? Jak miło. Co cię tu sprowadza? Nie tyle do Nowego Jorku, co do mojego gabinetu. Co prawda słyszałem o dramatycznym końcu małżeństwa wybrańca, ale nie sądziłam, że zmusi cię to do tak drastycznych działań. Praca sekretarki? Czemu?
- Bo to moje jedyne wyjście. Cholernie potrzebuję tej pracy, Malfoy. – Spojrzała na niego.
- Po pierwsze PANIE Malfoy, bo rozmawiasz, być może, ze swoim przyszłym szefem, a po drugie to aż dziwne, żeby sama Ginewra Weasley nie mogła zdobyć innej pracy? Czemu miałbym cię przyjąć?
- Bo nadaję się idealnie na to stanowisko. I naprawdę bardzo, ale to bardzo mi zależy.
Zastanawiał się długo. Ciągle patrzył na Ginny, a ona miała dosyć jego przytłaczającego spojrzenia. Mimo wszystko stała i nie spuszczała z niego wzroku.
- Chyba jednak muszę pani odmówić, panno Weasley…
- Błagam – powiedziała cicho, patrząc na niego. Trudno było jej patrzeć mu w oczy, ale uparcie to robiła. – Błagam, ja muszę mieć tę pracę.
- Błagam? – Powtórzył z zainteresowaniem. – Nie wiedziałem, że jakikolwiek Weasley będzie mnie kiedyś o coś błagał.
- Ja też nie – mruknęła pod nosem.
- Dobrze, przyjmę cię, ale pod warunkiem, że będziesz robiła wszystko, co ci nakażę jako szef. Bez gadania.
- Oczywiście – zapewniła.
- W S Z Y S T K O – powtórzył wyraźnie, dając jej do zrozumienia, że to zobowiązanie jest naprawdę spore.
- Wszystko, wszystko zrobię, byle by mieć tę pracę. – To akurat była szczera prawda. Za bardzo potrzebowała tej pracy, żeby wykluczać ją przez to, że jej szefem będzie Malfoy.
Podziękowała mu za to, że dał jej tę szansę, ale on tylko kiwnął głową, cały czas badawczo ją obserwując. Wiedziała, że nieźle się wpakowała, ale nie miała innego wyjścia. A Draco zamierzał wykorzystać swój przywilej jak najbardziej będzie to możliwe.
- Przyjdź jutro o piątej.
Spojrzała na niego dziwnie. Wiedziała, że w takich miejscach na ogół pracuje się od wczesnej godziny, ale piąta to była lekka przesada.
- Ja też będę i wyjaśnię ci na czym będzie polegać twoja praca.
Kiwnęła głową. Czekała, oczywiście, na pozwolenie wyjścia, ale Draco jeszcze jej nie wypuścił. Wstał i podszedł do niej. Stała cały czas bardzo blisko drzwi, więc przyparł ją do nich lekko.
- Jutro, o piątej. Nie spóźnij się – wyszeptał jej do ucha i bezceremonialnie pogładził jej brzuch pod koszulką. Zadrżała, ale kiwnęła głową, zaciskając zęby. Obawiała się, że Draco będzie najgorszym szefem jaki mógł jej się trafić i chyba miała rację. Chyba.


___________________________________________________
* Słowa pochodzą z piosenki Taylor Swift pod tytułem „Mean”. W tłumaczeniu na język polski brzmią tak:
Założę się, że byłeś kiedyś czyimś popychadłem
I ktoś sprawił, że stałeś się zimny
Ale ten obłęd już się kończy,
Bo nie uda ci się sprawdzić mnie na tę drogę
I nie wiesz,
Tego czego nie wiesz:
Kiedyś będę mieszkała w wielkim, starym mieście,
A ty zawsze będziesz jedynie podły,
Kiedyś będę na tyle silna, że twój cios mnie nie dosięgnie,
A ty zawsze będziesz jedynie podły.
Dlaczego musisz być taki podły?


6 komentarzy:

  1. O rany ;O
    Czekam na kolejny rozdział, bardzo mi podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesujące! Jak tylko zobaczyłam, że będzie to opowiadanie o moim ukochanym parringu zaraz tu przyleciałam na skrzydłach... No niedosłownie. Jestem ciekawa jak to dalej pociągniesz. Domyślam się jaki Malfoy będzie, ale go uwielbiam i nie mogę oprzeć się pokusie aby dalej brnąc w jego charakterek i wymyślać co się będzie działo bardziej.

    Myślę, że masz już pierwszą stałą czytelniczkę w postaci mnie. Sama piszę Drinny, ale jest zupełnie inne. Serdecznie cię zapraszam na nie http://stworzenibyzycrazem.blogspot.com/ :)

    Oraz prooooszę abyś dodała obserwatorów lub mnie powiadamiała o nowych rozdziałach bo chcę być na bieżąco :)

    Nie mogąca się doczekać kolejnego rozdziału i Twojej odpowiedzi,
    Marna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajnie się zaczyna Glutku.
    Ciekawie piszesz. :)
    Nie lubię ani Dracona ani Ginny, więc myślę, że są siebie warci :D
    Będę czytać dalej :)
    Pozdrawiam i zapraszam na mój blog: http://padma-patil.blogspot.com/
    Loony. ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie się zaczyna :) Lubię Drinny, a jak na razie Twoje zaczyna się ciekawie :) Na pewno zostanę stałą czytelniczką :)

    Zapraszam Cię do mnie na: http://ginevrariddle.blogspot.com/
    Też jest parring Drinny, więc jeśli chcesz to wpadnij :)
    Powadamiasz o nowych rozdziałach? Jeśli tak, to bym prosiła.
    Serdecznie pozdrawiam
    Cruciatrus

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć, zostałaś nominowana przeze mnie do Liebster Awar. :) Więcej informacji na http://taboo-love.blogspot.com/ Pozdrawiam ;)


    (Uznajmy, że to moja zemsta :D.)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

ROZDZIAŁY: 1 ♠ ...